Z Wiesławem Gajewskim, pedagogiem seksualności i prezesem Fundacji Czyste Serca, rozmawia Jolanta Tęcza-Ćwierz

Jest Pan autorem projektu współfinansowanego przez Ministerstwo Sprawiedliwości pt. „Ryzykowne zachowania seksualne młodzieży w centrum oddziaływań profilaktycznych”. Jaki jest jego główny cel?

Założeniem programu jest wskazanie występującej zależności między przedwczesnym podejmowaniem współżycia seksualnego, a zwiększonym ryzykiem angażowania się w inne zachowania niebezpieczne, bądź przestępcze. Tym samym zajęcia zyskują walor profilaktyczny. Zgodnie z koncepcją integralnego rozwoju człowieka, aktywność podejmowana przez niego w jednej sferze nie pozostaje bez wpływu na inne. W programie chodzi więc o ukazanie nastolatkowi zagadnienia ludzkiej płciowości w ujęciu holistycznym. Program posiada walor wychowawczy nie tylko w sferze seksualnej, może także skutkować ograniczeniem innych czynników ryzyka, na które narażeni są młodzi ludzie.

Dołączone do projektu badania prof. Jacka Kurzępy dot. ryzykownych zachowań adolescentów w sferze seksualności kończą się konkluzją: „Zabawy i szaleństwa bez granic dokonują się często pod wpływem sprzężonego działania alkoholu, narkotyków i nacisku grupy rówieśniczej”. Na ile zaproponowane przez Pana spotkania z młodzieżą mogą wyzwolić refleksję natury antropologicznej i skłonić do bezpiecznych zachowań?

W przypadku młodzieży chodzi nie tyle o refleksje, ile o uczucia. Uczuciami młodzież żyje tu i teraz. To jest droga, na której staram się zaszczepić refleksję antropologiczną. Mam nadzieję, że to się udaje. W takim sposobie opowiadania o „tych sprawach” jest metoda, która sprawia, że na zajęciach młodzież pozostaje ze mną w kontakcie. Chociaż oni żyją w swoim świecie, mają swój język, własną aksjologię i wartości, czuję, że się rozumiemy. Inspiracją jest rzeczywiście myśl antropologiczna, która bierze początek od Arystotelesa. Proste konstatacje tego starożytnego filozofa nawiązują do mowy serca, która jest przednaukowa i intuicyjna. To próba nazwania tego, kim jestem tu i teraz. Wykład antropologiczny nie jest jednak najważniejszy w prowadzeniu tych zajęć.

Co zatem jest?

Opowieść o tym, jak ponazywać uczucia i sytuacje, którymi młody człowiek żyje na co dzień, generowane przez relacje chłopak–dziewczyna. W grupie 16–18 latków procent zakochanych młodych ludzi jest wyraźny. Zakochani są pierwszoplanowymi adresatami tej opowieści.

I wystarczy tylko ponazywać uczucia?

Tak, ale trzeba to zrobić w języku odbiorcy. Podam przykład. Młodzież doskonale rozumie, że czym innym jest zakochanie się, a czym innym jest miłość. To jest intuicyjne, oni nie musieli o tym czytać w książkach. Każdy człowiek pragnie usłyszeć następujące wyznanie miłości: „Kocham cię, ty mój jedyny i na zawsze” zamiast „Kocham cię, ty mój czwarty z kolei i na najbliższe pół roku”. Taki przekaz trafia w serce każdego człowieka.

Wychowanie seksualne oparte na wartościach ma dziś wielu konkurentów. Czy może Pan krótko scharakteryzować zaproponowane w tym projekcie formy i metody przekazu, które mogą być dla młodzieży atrakcyjne i przekonywujące?

Wszystkie formy i sposoby przekazu bazują na tym, co nazywamy ciekawością emocjonalną. Rozróżniamy ciekawość intelektualną i związany z tym iloraz inteligencji (IQ) oraz ciekawość emocjonalną, i związany z nią iloraz emocjonalny (EQ). Media i przekaz publiczny bazują na tej drugiej ciekawości. Wystarczy dowartościować ciekawość emocjonalną, abyśmy mieli młodzież po swojej stronie. To nie jest łatwe, ponieważ można wygenerować uczucia, a potem nimi manipulować, albo nie dać sobie z nimi rady. Po drugie, ważny jest kontekst sytuacyjny, czyli własne doświadczenia młodzieży, w tym także moment przełomowy, czyli wejście w inicjację seksualną.

Coraz częściej podnosi się problem efektywnej współpracy wychowawców z rodzicami. Czy uwzględnia Pan ten aspekt w swoim projekcie?

Tak. Jednak znając realia, musiałbym narzekać, a nie chcę tego robić. Zwołanie rodziców do szkoły w innej sprawie niż oceny i zachowanie ich dzieci, zwłaszcza w dobie dzienników elektronicznych, jest prawdziwym wyczynem. Mam doświadczenia, że nauczyciele ogłaszają w szkole liczącej 400 uczniów w wieku gimnazjalnym, że odbędzie się spotkanie z rodzicami na temat potrzeb rozwojowych okresu dojrzewania. Przychodzi… 10 rodziców. Nie patrzę jednak na efekt wielkich lub małych liczb, tylko opowiadam o „Kolczastym nastolatku”, bo tak się nazywa ten moduł. Pokazuję, ile tych rzeczy, które wydają się trudne, można „wyleczyć domowymi sposobami”. Nie każda zmiana zachowania nastolatka od razu sugeruje jakiś wielki dramat. Wystarczy się do tego przygotować i można opanować problematykę rozwojową młodych ludzi. Chciałbym przekonać rodziców, że mają pod ręką dobre metody, że powinni je stosować, a wówczas mogą mieć nadzieję, że osiągną oczekiwane efekty. Dziękuję za rozmowę. Więcej o Fundacji Czyste Serca www.czysteserca.org.pl